ALERGIA, CZY FOBIA?

No właśnie…fora internetowe. To ciekawy i oddzielny temat do dyskusji. Dzielenie się SWOIMI doświadczeniami chorobowymi z innymi ludźmi dotkniętymi podobnymi schorzeniami ma w niektórych przypadkach bardzo pozytywny wpływ na psychikę chorych, ale tylko wówczas, gdy są to prawdziwe doświadczenia, prawdziwe zdarzenia, a nie odczucia, wymysły stworzone tylko po, to, aby nadać sobie status osoby wszystkowiedzącej. Niestety, gdy czytam opisy przypadków alergii, czy astmy i towarzyszące im teorie, opinie, wyjaśnienia, to zastanawiam się , czy takie wymienianie się wiadomościami, robi więcej złego, czy dobrego tym, którzy to czytają. Bo ludzie piszą różne rzeczy, czasami z nudów, czasami dla rozrywki, czasami dlatego, że gdzieś muszą wyładować swoje negatywne emocje. Mają też potrzebę zaistnienia w tym wirtualnym świecie, dlatego tworzą historie, które z „prawdziwym” zagadnieniem alergii niewiele mają wspólnego. Samokształcenie w dzisiejszych czasach opiera się na wiedzy przede wszystkim pobranej z internetu, jednak trzeba zachować wiele zdrowego rozsądku, aby odróżnić to co jest prawdziwe od tego, co jest zwykłą fantazją piszących. Te niekiedy bardzo barwne i emocjonalne opisy działają na psychikę i wyobraźnię chorych lub osób opiekujących się nimi i niestety sprawiają, że częściej ostatnio mamy do czynienia z fobią, niż z alergią. Oto jeden z wielu przykładów…..

Do gabinetu zadzwonił chory z prośbą o spotkanie. Jak twierdził, obiecał, że na taką wizytę u terapeuty się zdecyduje, więc, czy chce, czy nie musi przyjść. Prosił, aby przed wizytą  w poczekalni nie było nikogo i pytał, czy gabinet jest codziennie sprzątany.

Dziwne to były pytania, ale jestem na nie przygotowana – znam alergików.

Pacjent przyszedł o określonej godzinie. Mężczyzna około 40-letni (jak się później okazało 33 letni), chory na astmę ,średniego wzrostu, z widoczną nadwagą i dość pokaźnym brzuszkiem. Emanowała z niego nerwowość, pośpiech, roztargnienie. Poruszał się dość dziwnie, tak jakby chciał pokazać mi, że jest bardzo ciężko chorym człowiekiem, któremu każdy ruch, czy gest sprawia olbrzymią trudność. Cała sylwetka tego mężczyzny wskazywała na to, że jest bardzo spięty, że unika wysiłku fizycznego, więcej….jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Nie zauważyłam zmęczenia, ani na jego twarzy, ani badając jego puls, nie słyszałam świszczącego oddechu, tak charakterystycznego dla astmatyków, ale cały czas słyszałam –jak bardzo jest chory i zmęczony!

Astmatycy zazwyczaj siadają na krześle (twarde podłoże), starają się podeprzeć na łokciach, automatycznie wyprostowując tułów, jakby chcieli mieć więcej miejsca na oddech. Ten pan usiadł w niskim fotelu, w pozycji, która już z natury rzeczy utrudnia, a wręcz uniemożliwia swobodne oddychanie osobom szczupłym, a cóż dopiero puszystym astmatykom. Drzwi do gabinetu otworzył łokciem, a na fotelu na którym usiadł położył przyniesiony przez siebie kawałek folii …..aby jak twierdził , nie zarazić się jakimiś zarazkami. Cały czas w ręce ściskał paczkę chusteczek higienicznych.

Starałam się rozmową rozładować jego napięcie, chciałam, aby potraktował wizytę, nie jako coś „co musi”, ale „co chce”.

Rozmowa była trudna. Właściwie był to monolog mojego pacjenta. I dobrze, bo ja poznałam wiele faktów z jego życia.  Dowiedziałam się jak ono wyglądało. Od początku istnienia schorzenia, w jego przypadku od 5 roku życia. Wówczas w gabinecie lekarza pediatry, stwierdzono u niego astmę, alergię na kurz i roztocza, potem na pyłki, a potem jak twierdzi…to już na wszystko, nawet na ludzi. Jako dziecko miał indywidualne nauczanie i w szkole podstawowej i średniej, a stale pogarszający się stan zdrowia już od wielu lat jest przyczyną  rezygnacji z pracy zawodowej i poświęceniu się „ratowaniu życia, które mu jeszcze zostało”.

Co robi?

Ma dokładnie zaplanowany każdy dzień. Nie wychodzi z domu, a jeżeli to późnym wieczorem, tylko do pobliskiego sklepu, po zakupy, gdy wie, że nikogo nie spotka. Nie lubi rozmawiać z ludźmi i się z nimi spotykać-bo może się zarazić jakąś chorobą, a poza tym nie znosi, gdy ludzie używają kosmetyków i perfum, zwłaszcza kobiety.

Boi się promieni słonecznych, mogą być radioaktywne i spowodować raka skóry.

Gdy ktoś do niego przychodzi, a to zdarza się bardzo rzadko, bo nie utrzymuje nawet z rodziną żadnych kontaktów, musi zakładać na nogi „szpitalne pantofle”, a na siebie biały fartuch. Musi myć ręce. Może siedzieć, tylko na jednym przeznaczonym dla przybyłych krześle. W okresach, gdy panuje grypa, czy przeziębienia – nikomu drzwi nie otwiera.

Książek i gazet nie czyta, bo farba drukarska jest bardzo „alergizująca”.

Telewizji z reguły nie ogląda, bo telewizor produkuje jony dodatnie, które źle wpływają na astmę.

Kiedyś lubił kleić modele samolotów i statków, ale, gdzieś przeczytał, że plastik i klej do modeli mogą być szkodliwe, więc przestał.

Codziennie dokładnie sprząta mieszkanie, bo jest bardzo uczulony nawet na najdrobniejsze cząsteczki kurzu. Odkurzanie całego pomieszczenia zajmuje mu dwie, trzy godziny. Potem dokładnie myje łazienkę, kuchnię. Trzepie i układa ubranie. Nie otwiera okien, bo w pobliżu jest park, mogą się do domu dostać szkodliwe pyłki, na które CHYBA też jest uczulony.

Zmienia bieliznę dwa razy dziennie. Kupił antyalergiczną pościel, aż w Holandii, a z Niemiec specjalnie sprowadził sobie sztućce dla alergików, „aby maksymalnie zmniejszyć ryzyko alergii”.

Pytam jak często zmienia pościel, jak często ją pierze. Powiedział mi, że od dwóch lat ma cały czas tę pościel, bo jej prać nie wolno, straciłaby swoje antyalergiczne właściwości!!!

Wyrzucił z mieszkania wszystko, co mogłoby magazynować kurz, zasłony, firanki, koce.

Co robi, gdy czuje się źle?

Kładzie się na kanapie. Włącza klimatyzator, oczyszczacz powietrza, jonizator. Wyłącza radio i telefon komórkowy, robi sobie inhalację, po której leży, aż nie poczuje się lepiej, potem zażywa inne leki.

Co je?

Dokładnie studiuje etykietki na produktach. Termin ważności do spożycia, zawartość niebezpiecznych dodatków (konserwanty , emulgatory). Nie je tego, co jest szkodliwe, co MOGŁOBY mu zaszkodzić. Dużo czyta w internecie o niebezpiecznej żywności, o zatruciach i reakcji alergików na różne produkty więc bardzo uważa na to, co je. Zazwyczaj zamawia sobie owoce i jarzyny, a także mięso z ekologicznych gospodarstw, żadnej potrawy nie przechowuje dłużej, niż dwa dni, bo mógłby się zatruć.

Jak długo prowadzi taki tryb życia? Od 10 lat.

To niestety widać po jego sylwetce. Napięte mięśnie karku, zgarbione plecy, płaskostopie, kolana o budowie x, znaczny brzuch, niezwykły u mężczyzny w jego wieku.

Pytam jak jest leczony. Słyszę tylko jedną odpowiedź- systematycznie przyjmuje leki, bardzo drogie leki, ma bardzo dobrego lekarza, który się nim zajmuje, któremu, wierzy i do którego ma zaufanie. Pytam, czy oprócz leków ma zleconą jeszcze inną terapię leczniczą.

Nie. Stwierdzam więc, że jest źle leczony, co spotyka się z olbrzymią agresją ze strony tego pacjenta. Jak ja śmiem oceniać lekarza!!!!!????

Nie oceniam lekarza lecz sposób leczenia. Żaden lek, milion leków nie poprawi stanu zdrowia pacjenta, jeśli równolegle z prowadzonym leczeniem farmakologicznym nie będzie prowadzona terapia dietetyczna i ruchowa, a jeśli trzeba także psychologiczna. Żadne leki nie poprawią funkcjonowania układu oddechowego, jeśli chory będzie siedział zawsze w jednej pozycji, jeśli chory zupełnie nie będzie się ruszał!

Brak ruchu, to zwiotczałe mięśnie i ścięgna, to zła praca przepony, to płytki i krótki oddech, spowolniony mechanizm oczyszczania układu oddechowego, to słaby metabolizm i zaburzenie całej fizjologii organizmu! To staruszek w wieku 33 lat!

Pytam o zalecenia lekarza w zakresie eliminacji czynników chorobotwórczych, czyli alergenów z otoczenia, pytam o wyniki badań. Są tylko jedne – z badania spirometrycznego. Bardzo złe, mając na uwadze wiek pacjenta. Czy mogą być lepsze skoro jedyną formą aktywności pacjenta przez co najmniej 10 lat było przejście do sklepu raz lub dwa razy w tygodniu i codzienne spacery między pokojem w którym siedzi, a kuchnią, czy łazienką? Zaleceń w kwestii diety, ograniczeń w zakresie normalnego życia –nie było. Pytam, czy były sytuacje, gdy po zjedzeniu czegoś, po wyjściu na spacer, czy spotkaniu z innymi ludźmi, nagle stan zdrowia się pogorszył, czy nastąpił wówczas atak duszności , czy inny niepokojący objaw.

Słyszę odpowiedź- NIE,……. ale to może przecież się stać w każdej chwili!

Przez 10 lat się nie stało. Zatem, po co narzucać sobie tak drastyczne ograniczenia, po co izolować się od świata, po co, w imię czego tracić życie na zastanawianie się, co by było, gdyby, jeśli nic się nie dzieje? Po co czekać, na coś złego, jeśli można w tym czasie żyć całkiem „normalnie”? Można. Jeśli farmakologiczne leczenie prowadzone jest systematycznie, jeśli chory pozostaje pod stałą kontrolą lekarza, jeśli wykonuje ćwiczenia oddechowe i ogólnousprawniające, jeśli chce być aktywny zawodowo- to można.

Najgorsze co może być, to dobrowolnie podporządkować swoje życie chorobie.

Przez kilkanaście lat miałam codzienny kontakt z dziećmi i młodzieżą chorymi na astmę, pacjentami Kliniki Astmy.

Często pytałam, jak się czują. Mogę powiedzieć, jedno. Dzieci chore, cierpiące na ciężką postać astmy, przewlekłą i trudną do leczenia, zawsze odpowiadały, że czują się dobrze. Bo dla nich wszystko było dobrze, jeśli tylko nie musiały leżeć w szpitalnym łóżku z podłączoną kroplówką. Oni pierwsi po nocnej duszności, rano zbierali się do szkoły, do swoich obowiązków, gdyż to oznaczało, że wracają do normalnego życia. Że nic złego się nie dzieje.

Dzieci z których historii choroby wynikało, że cierpią na łagodną postać astmy, ze sporadycznymi, sezonowymi napadami duszności astmatycznej- zawsze czuły się źle. Zawsze miały jakieś problemy, czuły dyskomfort, czy ogólne niezadowolenie. Bo dla nich już sam pobyt w klinice był dyskomfortem. Nie czuły się ,aż tak źle, aby musiały tam być.

Wśród tych dzieci najczęściej byli uczniowie, którzy wykorzystywali swoją chorobę do zwolnienia z zajęć lekcyjnych.

Tak więc nastawienie samego chorego do własnej choroby jest w jej leczeniu niesłychanie ważne.

Bardzo trudno jest przekonać chorego, że coś co robi i jak postępuje, jest złe i zupełnie niepotrzebne. Jeśli ktoś chce wierzyć w to, co sam wymyśli, co jest jedyne słuszne i właściwe, a najczęściej dla chorego po prostu z jakichś powodów „wygodne”, to terapia psychologiczna jest długa i mozolna. Małymi kroczkami należy przekonywać chorego, że jego myślenie jest błędne, że wiele ewentualnych zagrożeń, zupełnie bezpodstawnych.

Jestem absolutnie przeciwna zamienianiu mieszkania alergika w sterylne sanktuarium, do którego wstęp mają tylko wybrani. Alergik musi „normalnie żyć i funkcjonować”. Choroba nie może rządzić życiem człowieka. Trzeba prowadzić działania zmierzające do maksymalnego usunięcia szkodliwych czynników z najbliższego środowiska chorego, ale tak, aby nie zmieniać drastycznie jego normalności. Po 30 latach pracy z alergikami, jestem absolutnie przeciwna zakupywaniu specjalnych sztućców, no chyba, że i wywiad alergologiczny i badania specjalistyczne potwierdzą alergię na konkretny metal. Zawsze jednak można wypróbować sztućce z innego stopu metalu. To samo dotyczy pościeli. Ważne jest, aby była zmieniania raz w tygodniu, prana w temp. Nie niższej, niż 60 stopni.

Jestem przeciwna wskazaniom usunięcia firanek z pomieszczeń mieszkalnych. One pełnią bardzo ważną funkcję, są pierwszym filtrem powietrza, na nich osiadają ( w zależności od ich gęstości) drobiny kurzu, pyłki i inne zanieczyszczenia. Trzeba tylko prać je regularnie co 2- 3 tygodnie. Jestem przeciwna wymyślnym, a przede wszystkim drogim odkurzaczom-kombajnom, do zakupu których namawiani są chorzy uczuleni na kurz i roztocza. Wystarczy zwykły odkurzacz, mop z ciepłą wodą do ścierania na mokro podłogi i systematyczne porządki, które w żadnym wypadku nie powinny być robione przez chorego.

I to co najważniejsze….

Nie dajmy się zwariować! Nie wyprzedzajmy czasu w swoim antycypacyjnym myśleniu. To, że u kogoś innego wystąpiły objawy chorobowe, wcale nie oznacza, ze muszą wystąpić u nas.

To, że są czynniki powodujące zaostrzenie choroby u innych, nie oznacza, że również nam szkodzą. Jeśli stwierdza się cechę nadwrażliwości u chorego, to faktycznie z biegiem lat może ujawnić się alergia na przeróżne alergeny, ale nigdzie nie jest powiedziane, że się ujawni. Poczekajmy więc, jeśli faktycznie wywiad alergologiczny, objawy kliniczne, wyniki badań potwierdzą istnienie alergii na określony czynnik, czy czynniki, zastosujmy postępowanie eliminujące je z naszego otoczenia. A jeśli to się nie stanie, nie stosujmy drastycznych metod, nie podejrzewajmy zagrożenia ze strony wszystkiego. Bo od alergii, do fobii –droga jest krótka.

Nie ma tez czegoś takiego, jak alergia „na wszystko”. Alergia „na wszystko” to konsekwencja złego leczenia i złego postępowania.

Poleć znajomym:
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • MySpace
  • Wykop

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>